poniedziałek, 26 lutego 2018

Dość zakłamywania historii

Wywiad. Z szefem PiS w Bytomiu, autorem książek popularnonaukowych o powojennej historii Śląska Maciejem Bartkowem rozmawia Rafał Czerkawski. Rozmowa ukazała się 20 lutego br. w dodatku śląskim „Gazety Polskiej Codziennie”. 



Nie jest pan zawodowym historykiem. Skąd więc miłość do historii, szczególnie tej dotyczące naszego regiony Polski, czyli Śląska?

Zainteresowanie zagadkami Śląska zaczęło się u mnie w latach 80 ubiegłego wieku. Będąc kilkunastoletnim chłopcem natrafiłem na artykuł w jednej z gazet o tajemnicy Szybu Południowego, w dawnej kopalni Miechowice. Miały tam być ukryty „depozyt”, to mnie zaciekawiło. Potem przeczytałem artykuł o tajemnicach z okresu drugiej wojny światowej Gór Sowich i tak to zaczęło się rozwijać. To były inne czasy, nie było komputerów, nie było internetu. Interesujące mnie artykuły wycinałem z gazet i wklejałem do specjalnego zeszytów. Jeden z nich zachowałem do teraz.  Jednak przełomem, który spowodował, że sam mogłem zacząć badać takie sprawy było powstanie IPN i dopuszczenie badaczy do archiwum po urzędach, służbach PRL. To naprawdę jest kopalnia wiedzy. Tam można było znaleźć, to o czym wcześniej nikt nie pisał.

Napisał pan cztery książki popularnonaukowe o przeszłości Śląska, a dokładnie o czym one są?

Trzy z nich dotyczące terenu Górnego Śląska, jedna Dolnego. Pierwsza z nich dot. tajemnicy wspomnianego Szybu Południowego. Rozwijam w niej hipotezy, dotyczącego tego, co mogło tam zostać ukryte. Opisuję także eksploracje, które do tej pory były przeprowadzane. Niestety także i one nie dają odpowiedzi na pytania związane z tą największą powojenną zagadką Śląska. Pozostałe trzy publikacje poświęcone się szeroko rozumianemu podziemiu niemieckiemu. To był nie tylko Werwolf, ale i dziesiątki innych organizacji, które miały istnieć. One wszystkie bazują  na dokumentach zachowanych w IPN.

Udowodnia pan, że tak naprawdę podziemia niemieckiego, pohitlerowskiego po drugiej wojnie światowej na terenie Górnego Śląska nie było.

Myślę, że mogę powiedzieć, że to co przez lata nazywano Werwolfem na terenie Śląska było  fikcją. Tylko w jednym przypadku, w Kamiennej Górze możemy dostrzec jakąś formę organizacji.  W jednym z bunkrów zatrzymano tam sześciu członków Hitlerjugend i ich nauczyciela ze szkoły. Mieli podręcznik prowadzenia walk partyzanckich. Jednak nie przeprowadzili żadnej akcji. Większość tych osób, o których we wcześniejszych publikacjach pisano iż byli członkami Werwolfu zostało często uniewinnionych już w latach 40 przez sądy wojskowe z powodu braku dowodów. 

Czy to było największym zaskoczeniem przy szukaniu materiałów do kolejnych książek? 

Tak, pamiętam że znalazłem dokumenty dotyczący domniemanej grupy Werwolfu w Bytomiu. Według wcześniejszych książek czy artykułów w mediach, była ona odpowiedzialna za wybuch pieca w Hucie Bobrek. Miała mieć też bardzo dużo broni. Tymczasem w uzasadnieniu wyroku sadu można przeczytać, że nie było żadnej grupy, a oskarżeni nie prowadzili żadnej działalności, nie znaleziono broni. Wszyscy zostali uniewinnieni.

A wybuch w hucie miał miejsce?

Faktycznie, ale był on wynikiem tego, że wśród złomu znalazł się jakiś niewypał. Wrzucono go do pieca i przez to miała miejsce eksplozja.

Przygotowuje pan następne publikacje. Z tego co wiem chce pan opisać zniszczenie przez Niemcy Muzeum Śląskiego w trakcie drugiej wojny światowej.

Tak, moim zdaniem ta sprawa nie została dokąd właściwie opisana. Brak jest całościowej, popularnonaukowej publikacji o nim. Jak powstało, jakie miało mieć przesłanie, dyrektora, jakie były eksponaty, co się z nimi potem stało, jak je wywożono, jaka część została odnaleziona. W dalszym ciągu nie wiemy gdzie znajduje się olbrzymia ilość rzeczy zgromadzonych tam przed wojną.

Co z rzeczy, które dotąd nie odnaleziono jest szczególne wartościowe?

Muzeum w Katowicach nie doczekało się oficjalnego otwarcia przed wojną, a potem został zniszczone przez Niemców. Dla mnie najcenniejszą rzeczą, której nie odnaleziono jest obraz Juliusza Kossaka „Biały arab”. Jednak tych eksponatów są tysiące, to nie tylko malarstwo, ale rzeźba, etnografia. 

Trudno nie zapytać pasjonata historii o ocenę zamieszania, gwałtownej dyskusje dot. odpowiedzialności za tworzenie obozów śmierci, przy okazji nowelizacji ustawy o IPN?

To jest skandal, że ktoś próbuje obwiniać państwo polskie, Polaków, którzy tak wiele przecierpieli przez totalitaryzmy 20. wieku tj. komunizm, hitleryzm. Oskarżanie nas, to bezczelność na którą brak słów. Mam nadzieję, że z tej awantury - której przecież nie my wywołaliśmy – wyjdziemy zwycięsko i świat przestanie opowiadać kłamstwa o polskiej odpowiedzialności  za Holocaust.